Z ubrań podczas prania odrywają się włókna tak małe, że nie widzimy ich w wodzie odpływającej z pralki. Mogą one trafić jednak do jezior i organizmów wodnych. Polscy badacze sprawdzili, czy liczba takich mikrowłókien w zbiornikach wodnych rośnie wraz z obecnością człowieka i czy obszary chronione rzeczywiście ograniczają zanieczyszczenie.
Po wyjęciu ubrania z pralki widzimy czasem kłaczki przyklejone do tkaniny. Znacznie drobniejsze włókna odpływają jednak razem z wodą albo unoszą się w powietrzu. Ich dalsza droga może prowadzić do rzek i jezior. Potem te drobne włókna mogą być połykane przez organizmy wodne. Niektóre zawierają barwniki i dodatki używane przy produkcji tkanin, mogą też wiązać inne zanieczyszczenia. Zanim można będzie ocenić ryzyko i chronić jeziora, trzeba poznać źródła i rozmieszczenie drobin.
Taki był cel polskich badań. Naukowcy sprawdzili, czy jeziora przy miastach, drogach i ośrodkach turystycznych zawierają więcej mikrowłókien oraz czy ochrona środowiska naturalnego stanowi przed nimi skuteczną barierę.
Zespół zbadał 11 jezior: siedem na Mazurach, trzy w Wigierskim Parku Narodowym oraz Hańczę w Suwalskim Parku Krajobrazowym. Latem 2020 roku pobrano przy brzegach po cztery próbki z każdego jeziora. W tym celu każdorazowo 100 litrów wody przepuszczano przez drobną sieć filtrów.
Mikroplastik znaleziono w każdym z badanych jezior.
Źródło: Co zostaje po praniu? Polscy naukowcy tropią mikrowłókna w jeziorach | Nauka w Polsce